strona główna archiwum
Nasz rejs ...
Poprzedni artykul
Nastepny artykul

TURKUSOWE LAGUNY
Marek Tarka

 
PERŁA ATLANTYKU kotwiczy w Zatoce Sainte-Anna na Martynice

W żadnym chyba innym zakątku ziemi nie ma większego wyboru egzotycznych krajobrazów: wygasłych i czynnych jeszcze wulkanów, zielonych dolin, łagodnych i ostrych wzgórz, pasm górskich i malowniczych zatok z setkami zacumowanych tam jachtów. Karaiby są wciąż legendarnym zakątkiem świata odkrytym przez podróżników renesansu, poszukujących mitycznych Antillas.

 

omysł opłynięcia Antyli dojrzewał wśród nas przez 12 miesięcy. Kompletujemy wreszcie załogę, w skład której wchodzą kapitan Zbysław Zbyszyński z Lublina, Marian Rapacewicz - sternik jachtowy z Kocka, Sławomir Kozłowski z Warszawy i niżej podpisany. Blisko rok poświęciliśmy na konsultacje z pływającymi po Karaibach Polakami i żeglarzami z USA, badanie możliwości wyczarterowania jachtu, ustalenie terminu i wybranie linii lotniczej
14 stycznia lecimy przez Paryż samolotem Air France na Martynikę. Przelot to połowa kosztów (ponad 900 USD) całej trwającej trzy tygodnie wyprawy. Po ośmiu godzinach lotu, wypełnionym do ostatniego miejsca Jumbo Jetem lądujemy w Fort de France na Martynice. Tutaj czeka na nas, mieszkający obecnie w USA, kapitan Andrzej Plewik. Z lotniska taksówką, za 50 franków francuskich, jedziemy na kotwicowisko zatoki Fort de France, gdzie na kotwicy stoi PERŁA ATLANTYKU - czternastometrowy slup o blisko 100 metrach kwadratowych żagla.
Jest późny wieczór, temperatura 25°C, pada ciepły deszcz. W Polsce w tym czasie jest śnieg i mróz. Pierwszy ranek na Karaibach przywitał nas bezchmurnym niebem i upałem dochodzącym na pokładzie do 40°C.
Jest sobota. Ulice Martyniki niemal bezludne. Sklepy zamknięte. Otwarty jedynie market spożywczy, gdzie robimy zakupy i zapasy prowiantu na pierwsze dni rejsu. Sobota i niedziela na Martynice to dni, kiedy nie można uzupełnić nawet wody pitnej i paliwa. W zatoce nie ma kei, cały prowiant trzeba przewozić pontonem.

Wdzięki Martyniki

Wreszcie stawiamy kliwra i baksztagiem płyniemy do malowniczej zatoki Grand Anse de Arlet. Podobnie jak w Fort de France każda wyprawa na brzeg wymaga użycia pontonu. Les Anses de Arlets to malownicze turystyczne miasteczko położone nad jedną z bardziej popularnych wśród żeglarzy zatok Martyniki, największej i najbardziej uprzemysłowionej wyspy Małych Antyli odkrytej przez Kolumba w 1502 roku.
Pod panowanie francuskie wyspa dostała się w 1635 roku. Toczyły się o nią boje między Francuzami i Anglikami. Pod kilkuletnie panowanie tych ostatnich wyspa dostała się na przełomie XVIII i XIX wieku. Tutaj, podobnie jak na innych wyspach Antyli, obejrzeć można forty strzegące wejść do głównych zatok i portów wyspy. Ostatecznie wyspa w 1946 roku została podobnie jak Gwadelupa zamorskim departamentem Francji.


Ekskluzywne kotwicowisko w Zatoce Young Islan Cut na wyspie Św. Wincenta Wyspę zamieszkuje blisko 400 tysięcy ludzi, z czego większość to Murzyni i Mulaci. Do najliczniej odwiedzanych przez turystów miejscowości Martyniki należy stolica kraju Fort de France z zabytkową zabudową kolonialną powstałą w XVII, XVIII i XIX wieku. Każdego roku Martynikę odwiedza ponad ćwierć miliona turystów, głównie z Francji. Omijają tę wyspę, podobnie jak Gwadelupę, turyści z USA, Niemiec i Skandynawii, a głównym powodem tego są trudności w porozumiewaniu się z tubylcami w języku angielskim. Po angielsku dogadać się można jedynie w większych hotelach, bankach i przy odprawie paszportowej.
Martynika jest znanym producentem rumu, bananów i innych owoców tropikalnych. Na wyspie tej urodziła się Józefina - wspaniałej urody kreolka, która później została żoną Napoleona i cesarzową Francji, a malowniczy cypel Caravelle stanowił inspirację twórczości Gauguina. Odwiedzając tą wyspę można jeszcze zobaczyć pozostałości miejscowości Saint-Pierre, nazwanej Pompejami Antyli, która w 1902 roku została całkowicie zniszczona wskutek wybuchu wulkanu Mount Pelee.

Długie Polaków rozmowy

W Zatoce Grand Anse de Arlet obok naszej PERŁY ATLANTYKU zakotwiczył AKSAK, jacht pływający pod polską banderą, którego właścicielem jest były Lublinianin, obecnie obywatel USA - Jarosław Neczaj-Hruzewicz.
Znany jest on także jako członek załogi jachtu CZARTORYSKI, który pod kapitanem Andrzejem Plewikiem w 1982 roku, w stanie wojennym, wymknął się do USA (epopeję tę opisujemy w artykule pt. "Feniks z mielizny" na stronie 60. (Red.)
Kapitan Andrzej Plewik, który podczas ucieczki do USA dowodził CZARTORYSKIM, teraz z żoną Krystyną rozpoczął nowe życie na własnym jachcie PERŁA ATLANTYKU. Jest to pływający, pod banderą USA, dom, w którym jego właściciel żegluje po morzach i oceanach. Unikając zim w Stanach Zjednoczonych cały rok spędza na pokładzie jachtu, żeglując wzdłuż archipelagu Antyli.
Podobne życie na pokładzie AKSAKA pływając pod polską banderą wybrał drugi chemik z załogi CZARTORYSKIEGO Jarosław Neczaj-Hruzewicz.

Na Świętą Łucję

Po trzech dniach pobytu na Martynice żegnamy kapitana Hruzewicza i po odprawie paszportowej, przez Cieśninę Świętej Łucji płyniemy baksztagiem z prędkością 6-7 węzłów na wyspę o tej samej nazwie. Po pięciu godzinach wspaniałego żeglowania wpływamy do Zatoki Rodney Bay. Cumujemy przy kei i po koniecznej, płatnej jak na wszystkich wyspach odprawie paszportowej - 25 dolarów karaibskich (1 USD = 2,6 dolarów karaibskich) - udajemy się taksówką (40 dolarów karaibskich) do Castris - stolicy Wyspy Świętej Łucji. Jest to zapyziała dziura, a połowę jego obszaru zajmuje targ, na którym można kupić wszystko. Jednak walory turystyczne wyspy sprawiają, że należy ona do najchętniej odwiedzanych przez żeglarzy.
Podobnie jak inne wyspy Karaibów także i tę wyspę zamieszkują głównie Murzyni i Mulaci. Przed przybyciem Europejczyków wyspa Świętej Łucji zamieszkiwana była przez Indian. W 1502 roku dotarł do niej Krzysztof Kolumb. Podczas rywalizacji kolonialnej o wyspę walczyli Francuzi i Anglicy. W 1803 roku stała się ostatecznie własnością Anglików. Od 1979 roku wyspa jest niepodległym państwem należącym do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów.

Malowniczy krajobraz wyspy Świętej Łucji ukształtowany został przez erupcje wulkaniczne. Widoki i klimat sprawiają, że jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki jest turystyka. Większość obiektów turystycznych znajduje się na zachodnim wybrzeżu wyspy. W jej południowo-zachodniej części znajduje się szereg stożków wulkanicznych nazywanych Pitons. Najsłynniejszymi są te najbardziej charakterystyczne dla krajobrazu wyspy - Petit Piton i Gros Piton. W ich pobliżu wznosi się czynny wulkan, wokół którego występują gorące siarkowe źródła. U jego stóp leży miasteczko Soufriere, która to nazwa pochodzi od francuskiego słowa soufre - siarka. Od 1979 roku wyspa jest niepodległym państwem wchodzącym w skład Brytyjskiej Wspólnoty Narodów.
Z najbardziej chyba urządzonej na wzór europejski mariny w Rodney Bay, gdzie miejsce przy kei i sto galonów wody pitnej kosztuje 110 dolarów karaibskich, płyniemy do kolejnej zatoki Marigot Bay. Tutaj nie ma już kei, ale są prysznice i kilka restauracji specjalizujących się w daniach rybnych. Stąd taksówką (100 USD) udajemy się w głąb wyspy.

Dalszy ciąg znajdziecie w magazynie.

 

REJS
Magazyn Żeglarzy i Motorowodniaków
Maj, 2000