strona główna archiwum
Rejsowe premiery...
Poprzedni artykul
Nastepny artykul

SZANTYMEN
Jerzy Rogacki

 

"Szantymen, o szantymen! W jakiej dziś koi śpi szantymen? Na psy zejdzie całkiem nasz świat, kiedy już nie zaśpiewa nikt jak szantymen".

 

Jest to refren pieśni Boba Watsona "Shantymen"...
Wszyscy ci, którzy naprawdę interesują się szantami, pamiętają zapewne "lekturę obowiązkową" - jedną z nielicznych, polskojęzycznych książek na ten temat - "Szanty i szantymeni. Pieśni i ludzie z wielkich żaglowców", Marka Siurawskiego (Wydawnictwo GLOB, Szczecin 1990 r.). Watsonowski refren posłużył jej autorowi jako motto.

Rozwinięty do kilku zwrotek motyw tej pieśni powraca w posłowiu wraz z refleksjami na temat minionej epoki i retorycznym pytaniem: czy warto wskrzeszać tę umarłą sztukę? Chodziło oczywiście o szanty. Bob Watson stawiając to pytanie kilkanaście lat temu mógł mieć wątpliwości. Niezaprzeczalnym faktem jest muzealna rola wielkich żaglowców we współczesnym świecie. O roli szantymenów raczej niewiele się mówiło. Jedynym prawdziwym i żyjącym jeszcze nie tak dawno szantymenem, którego działalność na pewno wywarła wpływ na powstanie tego utworu, był Stan Hugill.

Pieśń o szantymenie weszła do repertuaru kilku wykonawców anglojęzycznych, kultywujących tradycyjne pieśni morskie, którym ta tematyka była wyjątkowo bliska. W Polsce śpiewał ją wielokrotnie Ken Stephens na wiele lat przed nagraniem płyty "I Thout I Heard The Old Man Say".
Autor pierwszego polskiego przekładu - Marek Siurawski na pewno miał znacznie mniej wątpliwości. Dziesięć lat temu zainteresowanie szantami w Polsce osiągnęło niespotykane dotąd rozmiary i wszystko wskazywało na dalszy jego rozwój. Efekty tego "rozwoju" słyszymy dziś na licznych koncertach i festiwalach szantowych. Wielu wykonawców i organizatorów nie ma już żadnych wątpliwości. Komercyjne występy są dość łatwo przeliczalne na konkretne pieniądze. "Szołbyznes (szantowy oczywiście) Must Go On". Pytania: komu śpiewać ma szantymen? i kilka podobnych pojawiają się jednak nadal. Gdzie?

W repertuarze mniej znanych, jak na razie, grup, które na przekór komercyjnym tendencjom lansują znowu powrót do tradycji. Zespół "Sailor" z Poznania przełożył i zinterpretował wspomniany tekst Boba Watsona na swój sposób. Ostatnia zwrotka (z Siurawą w roli głównej) świadczy o tym, że... chyba jednak warto śpiewać szanty. Fot. arch. Jerzego Rogackiego

Tekst i nuty znajdziecie w magazynie.

 
 

REJS
Magazyn Żeglarzy i Motorowodniaków
Czerwiec, 2000