strona główna archiwum
Regaty...
Poprzedni artykul
Nastepny artykul

AMERYKANIE ZA BURTĄ.
GÓRĄ WŁOSI!
Marek Słodownik

 

Doszło do sensacji - po raz pierwszy w finale Pucharu AMERYKI, rozgrywanym od roku 1851, żadna amerykańska załoga nie stanie do walki o to najbardziej prestiżowe trofeum żeglarskie. Wygrywając Louis Vuitton Cup, Włosi zdobyli prawo do zmierzenia się z Nowozelandczykami.

 

Puchar Louisa Vuittona zdobyła załoga włoskiego syndykatu Prada żeglująca na jachcie LUNA ROSSA po bardzo zaciętej rywalizacji z Paulem Cayardem i jego jachtem AMERICAONE.
Włosi przystąpili do finałowej rozgrywki na swoim jachcie z eliminacji - ITA 45, Amerykanie zdecydowali się na drugi jacht, używany dopiero od strefy półfinałowej - USA 61. Pierwszy wyścig miał być rozegrany 25 stycznia, ale pogoda spłatała figla organizatorom.
Walka w finale regat była niezwykle emocjonująca i bardzo wyrównana. Obaj skipperzy to wyjadacze, od lat ścigający się w najbardziej znanych regatach, niezwykle utytułowani i bardzo doświadczeni. Ich załogi to doskonale funkcjonujące mechanizmy, świetnie zgrani ludzie, którzy są profesjonalistami w pełnym znaczeniu tego słowa. Paul Cayard i Torben Grael, nawigator Prady, to byli mistrzowie świata w klasie Star, a z Francesco de Angelisem obaj żeglowali przez kilka sezonów na włoskiej BRAVIE Q8. Znali się doskonale, tym ciekawsza zatem zapowiadała się rywalizacja na wodzie. Pierwszy wyścig wygrali Włosi, ale w drugim popełnili fatalny błąd na górnej boi, a takie uchybienia są bezwzględnie wykorzystywane przez rywali. Wynik regat - 1:1. Bieg trzeci to pokaz umiejętności włoskiego teamu, który żeglował niemal doskonale, podczas gdy Amerykanie mieli pecha. W jednym z manewrów porwał im się spinaker, a zmiana, mimo że dokonana błyskawicznie, nie zdała się na nic. Cayard nie ukończył biegu i oprotestował komisję regatową za puszczenie biegu w trudnych warunkach atmosferycznych. 2:1 dla Włochów.
W czwartym biegu znów emocje sięgnęły zenitu. Amerykanie prowadzili niemal od startu, ale załoga włoska deptała im po piętach przez cały czas. Podczas gdy Cayard decydował się na dłuższe halsy, de Angelis robił zwroty częściej, szukając szansy w zmiennym wietrze. Ale wszystko na nic. Amerykanie nie popełniali błędów. Wreszcie podczas jednego ze zwrotów, kiedy jachty mijały się o centymetry, Amerykanie nie ustąpili, naruszając regulamin. LUNA ROSSA nie mogła wykonać zwrotu zablokowana przez jacht rywala, co kosztowało protest uznany przez komisję i konieczność wykonania kary 360 stopni. Gdy Amerykanie wykonywali obrót, załoga włoska wykorzystała nadarzającą się okazję i pierwsza weszła na metę. 3:1 dla Włochów.
Teraz już zapewne większość obserwatorów uważała, że reszta wyścigów to tylko formalność. Ale stała się rzecz nieoczekiwana. Cayard zmobilizował swą ekipę podczas dnia przerwy i kolejny bieg należał do niego. Podczas halsówki oba jachty żeglowały niemal o centymetry od siebie, wzajemnie się pilnując. Zwycięsko z tej próby nerwów wyszedł Cayard, który zwyciężył rywali o pół minuty i było 3:2.
W szóstym biegu szła walka na całego. Obaj rywale doskonale znają swoje sztuczki i niezwykle trudno jest przechytrzyć kogokolwiek podczas regat, a jednak Amerykanom udało się. Lepiej rozegrali pierwszą halsówkę, pierwsi wyszli na kurs spinakerowy i nie oddali przewagi do końca. Wygrali o 9 sekund. Wynik 3:3 rozpoczynał regaty niejako od nowa, tyle tylko, że pozostały do końca zaledwie trzy wyścigi.

Dalszy ciąg znajdziecie w magazynie.

 

REJS
Magazyn Żeglarzy i Motorowodniaków
Marzec, 2000