strona główna archiwum

 

REGATY PO MORZU PIENIĘDZY

Regatowe "maszyny" nie nazywają się już na przykład VALKYRIE, lecz PLAYSTATION albo ALKA-PRIM. Współczesne żeglarstwo przeżywa niespotykany dotychczas okres komercjalizacji. Cóż, taka jest już natura sportu dnia dzisiejszego.

Marek Słodownik

 

 

Nieprzypadkowo coraz częściej do rywalizacji sportowej na wodzie przenika terminologia rodem z podręczników sztuki wojennej. Regaty określa się mianem kampanii, ściganie się na wodzie - batalią, a cykl działań przygotowawczych - strategią.
Każdy z jachtów uczestniczących w wielkich regatach to ledwie wierzchołek góry lodowej. W tle stoi wielki sztab ludzi projektujących i przygotowujących jacht, dbających o korzystne umowy ze sponsorami i kontrakty reklamowe, pilnujących terminów i zobowiązań, pracujących nad gromadzeniem wyposażenia i żywności na czas regat, analizujących prognozy meteo i wreszcie zajmujących się werbunkiem najlepszych ludzi do załogi. Listę tę można jeszcze znacznie wydłużyć, ale nie w tym rzecz
.

Żeglarski "wyścig zbrojeń"

Współczesne żeglarstwo to ogromne pieniądze i wielka machina organizacyjna. Kto najchętniej inwestuje w żeglarstwo i ile to właściwie wszystko kosztuje?

Podczas każdej wielkiej imprezy sportowej walka trwa nie tylko na wodzie, parkiecie czy murawie, ale równolegle toczy się także zakulisowa rozgrywka o widza i jego podświadomość. To walka na reklamy, promocję i w konsekwencji bój o wielkie pieniądze dla koncernów inwestujących w żeglarstwo, ale skrupulatnie liczących każdego dolara, funta czy franka inwestowanego w przedsięwzięcie.


Każde wielkie regaty i udział w nich konkretnej załogi poprzedzone są długotrwałymi analizami ekonomicznymi. Brany jest pod uwagę także zasięg efektu promocyjnego, stąd też grono sponsorów coraz bardziej zawęża się do wielkich koncernów z oddziałami na całym świecie, które wykorzystują zainteresowanie mediów regatami i sponsorowaną załogą we własnej promocji i strategii marketingowej.
Philips, koncern elektroniczny znany na całym świecie, już dawno finansował jacht w regatach Whitbread Race. Było to w roku 1985, a jacht nazywał się PHILIPS INNOVATOR. Ostatnio koncern zainwestował 2 miliony funtów (połowę budżetu syndykatu) w program Pete Gossa przygotowującego się do regat The Race. I nie zrobił tego z czystej sympatii do żeglarstwa czy z chęci promocji Holandii, gdzie ma główną kwaterę, ale z chłodnej kalkulacji. Tak chłodnej, że nie pomógł holenderskiemu żeglarzowi przygotowującemu się do tych samych regat i mającemu nie mniejsze szanse. Uznano po prostu, że Pete jest bardziej znany i będzie lepszym narzędziem strategii marketingowej. W ciągu jednego dnia cały wieloosobowy team zmienił dotychczasowe żółte koszulki na błękitne, w kolorze firmowym elektronicznego giganta. Także burty jachtu są już niebieskie.


Inny znamienny przykład to koncern Illbruck. Przez całe lata Willy Ilbruck żeglował na jachtach PINTA ścigających się w regatach Jednej Tony i klas zbliżonych, dla których górnym pułapem były regaty Admiral's Cup czy też seria regat Grand Prix. Teraz sięgnięto wyżej. Ilbruck Pinta to syndykat, który jako pierwszy zgłosił się oficjalnie do regat Volvo Ocean Race (kiedyś Whitbread Race). Zrobiono to już na trzy lata przed kolejnym wyścigiem. Cała prasa żywo komentowała ten fakt, a następnie śledziła poczynania syndykatu. Najważniejsze jest jednak w tym posunięciu co innego. Wystarczy mapę regat nałożyć na mapę oddziałów koncernu i wszystko stanie się jasne. Na każdym kontynencie, nawet w każdym kraju etapowym znajdują się jego siedziby regionalne. Udział jachtu w regatach okazuje się więc częścią misternie planowanego przedsięwzięcia ekonomicznego.


 

 

 

 

Club Med, sieć luksusowych ośrodków turystycznych rozrzuconych po całym świecie, idealnie wręcz odpowiada wizerunkowi współczesnego sponsora żeglarstwa. Syndykat przygotowujący się do wokółziemskiego The Race miał w rozmowach z firmą wszystkie niezbędne atuty, by podpisać szybko kontrakt. A mimo to negocjacje wokół umowy trwały aż dwa lata. Jak powiedział skipper Grant Dalton, najtrudniejsze było przekonanie władz Club Med, że w ogóle warto wystartować.
Ale tradycyjnie już największymi pieniędzmi "pachną" regaty o Puchar AMERYKI. Tutaj budżety sięgają 50 milionów dolarów, a sztaby wspomagające poszczególne zespoły liczą nawet po kilkaset osób.

... [Dalszy ciąg w magazynie]

 

Poprzednia

Następna