strona główna archiwum

 

BAJKAŁ POD WIOSŁEM

Nocą była fantastyczna burza, kilka piorunów na raz rozświetlało niebo. Fale zatrzymywały się ok. 2 metrów przed naszym namiotem. Ktoś ze środka jeziora wypuścił czerwoną rakietę, prośbę o ratunek... Bajkał raz jeszcze przypominał o swej groźnej potędze.

 

ks. Dariusz Sańko

7 lipca 1999 r. (w pociągu z Grodna do Moskwy)

Dzisiaj wyjechaliśmy wreszcie na naszą wymarzoną podróż na Bajkał - najgłębsze jezioro świata. Chcemy go przepłynąć cały kajakami wzdłuż zachodniego wybrzeża z północy na południe: Szymon, Czarek i ja. Wyprawę tę planowaliśmy około pół roku. Dużo przygotowań i biegania, zwłaszcza w ostatnich tygodniach. Mamy: 2 składane kajaki, które pożyczyłem od dobrych ludzi z Giżycka (bowiem już od wielu lat nikt ich nie produkuje w Polsce), ponton, sprzęt do nurkowania ABC, kuszę podwodną, dużo jedzenia, mapy, wizy AB itp. rzeczy potrzebne na wyprawę. Wyjechaliśmy dzisiaj o godzinie 5.19 z mojej i Czarka miejscowości rodzinnej - Sokółki do Kuźnicy Białostockiej. Następnie do Grodna, a o godzinie 15.30 wyruszyliśmy "na pojezdie" do Moskwy. W piątek 9 lipca około godziny 21 mamy samolot do Bratska, skąd dalej będziemy musieli dotrzeć pociągiem do najdalej położonej osady leżącej na północnym wybrzeżu Bajkału -Niżnieangarska. Z Niżnieangarska zaczniemy też nasz spływ.

aUTOR NA WODACH bAJKAŁU

Najgorsze jak na razie jest noszenie naszego "malutkiego" bagażu, bagatelka, bo raptem około 80 kg na jednego, ale przecież jesteśmy "pakerami", "komandosami", "rambami" itd. - same pozytywy. A w ogóle to Bóg kocha "szaleńców" i czuwa specjalnie nad takimi szalonymi głowami jak my. Sam tego wielokrotnie już doświadczyłem w swoim przebojowym życiu i ufam mocno, że tak będzie też tym razem. "Kochaj i czyń, co chcesz" - św. Augustyn.

8 lipca (Moskwa)

Szczęśliwie dojechaliśmy do Moskwy do "Białoruskiego Wakzała". Dalej po spenetrowaniu obszaru do polskiego kościoła na "Małej Kozackiej" pojechał taryfą za 4 dolary USA Szymon wraz z bagażami, a ja z Czarkiem ruszyliśmy tam piechotą. Na plebanii zostaliśmy gościnnie przyjęci przez ks. Antoniego, salezjanina, który pracuje w tym kościele. Spędzimy w tym miejscu jedną noc, a jutro musimy załatwić transport na lotnisko "Wnukowo", skąd o godzinie 21.20 mamy samolot do Bratska.
Moskwa liczy około 14 mln mieszkańców. Swoim wyglądem, nie przypomina już dawnej Moskwy. Wszystko prawie można kupić, tylko że ceny są chyba także jedne z najwyższych na świecie. Byliśmy zaszokowani wyglądem sklepów, zwłaszcza koło placu Czerwonego, Kremla. Czas spać, bo oczy się kleją i już godzina 1 w nocy. Ahoj!!!

9 lipca (do Bratska i już tylko... 600 km)

Wreszcie jesteśmy w samolocie do Bratska, a wymarzony Bajkał już coraz bliżej. Będziemy lecieć około 5 godzin, a potem jeszcze około 600 km drogi pociągiem do Niżnieangarska. Do Bratska przylatujemy o godzinie 7.30 rano czasu tamtego.

12 lipca ("wpieriod" na Bajkał)

Akcja toczyła się tak szybko, że nie było czasu na pisanie, a przecież jesteśmy już 3 dzień na jeziorze Bajkał. Duża fala przeszkodziła nam płynąć dalej, więc rozbiliśmy namiot i odpoczywamy. Po wylądowaniu w Bratsku 10 lipca 1999 r. o godz. 7.30 w dalszą drogę ruszyliśmy pociągiem, który jechał do Ust-kuta. Jechaliśmy do niego około 8 godzin. Po dotarciu na miejsce spotkało nas rozczarowanie, bowiem następny pociąg do Niżnieangarska mieliśmy dopiero na drugi dzień, aż za 22 godziny. Próbowaliśmy łapać pociągi towarowe, nadaremnie. Przespaliśmy się więc na dworcu kolejowym, kupiliśmy parę bochenków chleba, napoje, konserwy i około 15.00 czasu tutejszego 11 lipca 1999 r. wyruszyliśmy pociągiem do Niżnieangarska. W Niżnieangarsku byliśmy około godz. 23.00, do Bajkału mieliśmy już tylko ok. 7 km. Ze stacji kolejowej udało się nam załatwić samochód, który zawiózł nas na plażę w Niżnieangarsku. Była godzina 24.00 - wreszcie wymarzony nasz Bajkał był w zasięgu ręki. Rozbiliśmy namiot, wykąpaliśmy się w zimnych wodach jeziora i poszliśmy spać ok. godz. 1.00 w nocy. 12 lipca 1999 r. po złożeniu kajaków, pontonu i innych rzeczy o godzinie 15.00 wyruszyliśmy z Niżnieangarska (najdalej wysuniętej na pn. Bajkału osady) "wpieriod", na nasz rejs. Przed nami do przepłynięcia około 800-1000 km (bowiem planujemy płynąć niedaleko od brzegu, a całkowita długość linii brzegowej Bajkału wynosi ok. 2000 km). Czarek z Szymonem płyną w jednym kajaku (wraz z pontonem), ja sam w drugim. Fale średnie, da się płynąć, tylko ponton strasznie opóźnia tempo. Na początku miasta Siewierbajkalsk łapie nas mały sztormik. Jest trochę niebezpiecznie, jednak płyniemy. Za Siewerbajkalskiem ok. 23.00 rozbijamy namiot, ognisko, jedzenie i znowu kładziemy się spać o godz. 1.00. Za późno.

13 lipca (jest pięknie - mimo pontonu)

Wypływamy około godz. 12.00. Tempo trochę wolne, dlatego decyduję się, aby ponton przyłączyć do mojego kajaka. Płynę jak wariat, zero odpoczynku, wykańczam siebie. Teraz już wiem, musimy zlikwidować ponton. Bagaże dają się zmieścić w kajakach. Tempo bez pontonu zwiększa się nieporównanie. Ponton bardzo spowalniał rejs, dawał jednak nadzieję przetrwania w razie wywrotki.
Nocujemy na pięknej dzikiej polance przy górach. Jest pięknie. Kładziemy się spać znowu o godz. 1.00. Błąd.

14 lipca (jesteśmy nielegalni)

Dzisiaj wypłynęliśmy o godz. 12.00. Płynęliśmy tylko 4 godziny, ale tempem ostrym. Podziwialiśmy piękne góry Bajkału. Niedaleko nas znajduje się góra Czerskiego (Czerski był polskim uczonym, który prowadził tu badania), ma wysokość ponad 2500 m. Cudownie. Niestety, humor popsuł nam jakiś tam strażnik na motorówce, który zażądał od nas jakiegoś tam pozwolenia czy czegoś tam podobnego. Wypisał nam karę za nielegalne przebywanie na jeziorze za 3 dolary i na tym jak na razie się skończyło. Rosja to dziwny kraj. Teraz odpoczywamy i czekamy na mniejszą falę. Mamy nadzieję, że jutro będzie można płynąć. Ahoj!

Południowo-zachodnie wybrzeże jeziora.

16 lipca 1999 r. (strażnik strażnikowi nierówny)

Wczoraj nie było czasu, żeby pisać. Płynęliśmy od godz. 9.00 do 23.00 z paroma krótkimi przerwami na odpoczynek. Pogoda była wietrzna, fale różne: długie, średnie, krótkie. Dało się jednak płynąć, choć nieraz ryzykowaliśmy ścinając zakręty. Mogło być groźnie, bowiem czasami fala była niczego sobie. Pogoda nieustannie zmieniała się: słońce, chmury, mgła, co chwila różne odcienie nieba. Fascynująca gra kolorów. Wieczorem do naszego obozu przypłynął pewien Rosjanin, który jest w tym regionie jeziora strażnikiem, przeciwieństwo całkowite pierwszego strażnika, którego spotkaliśmy. Zaprosił nas do siebie. Niestety, nie chcieliśmy zwijać obozu, więc obiecaliśmy, że przypłyniemy do niego jutro rano. Powiedział, że na miejscu, gdzie rozbiliśmy namiot, jest dużo niedźwiedzi i że powinniśmy je zobaczyć. Następnego dnia wypłynęliśmy zbyt późno. Odwiedziliśmy oczywiście strażnika, który przyjął nas bardzo gościnnie. Zafundował nam "banię" (saunę), prawdziwie ruską, herbatę robioną z jakiejś tam rośliny i plecaki. Wypisał nam "rozrieszienie" (pozwolenie na przebywanie w jego regionie), nie chciał nawet za nie pieniędzy. Bardzo gościnny człowiek. Na Bajkale mieszka samotnie już od 3 lat. Ma dużo psów, które ostrzegają go przed dzikimi zwierzętami, małe poletko, na którym uprawia trochę warzyw, łódkę motorową do transportu, dużo siatek do łapania ryb. Opowiadał ciekawe rzeczy o przygodach z wilkami i niedźwiedziami. Daliśmy mu kiełbasę i zapałki, bo nic innego nie mieliśmy na "padarok". Pytał, czy nie mamy papierosów, bowiem już od wielu dni ich nie palił. Szkoda, że nie wzięliśmy ich na wyprawę na Bajkale, mają one ogromną wartość. Widzieliśmy dziś po raz pierwszy foki nerpy, jedyne słodkowodne foki, jakie żyją na świecie tylko w Bajkale - endemity. Wciąga nas rytm wyprawy. Góry, barwy nieba i wód Bajkału - prawdziwe misterium przyrody.

Senny poranek. Czarek wiosłuje niespiesznie, za jego plecami drzemie Szymon.

19 lipca 1999 r. (gościnny Buriat)

Płynęliśmy dzisiaj 8 godzin. Słoneczny dzień, woda coraz cieplejsza. Na każdym postoju kąpaliśmy się. Rano przyszedł do nas pewien Rosjanin, który z wyglądu przypominał Eskimosa - Buriat (Buriaci wywodzą się z Mongołów i zamieszkują tereny wokół Bajkału). Zaprosił nas do siebie. Okazało się, że namiot rozbiliśmy na jego posiadłości. Szedł do nas 3 km po to, aby zaprosić nas na śniadanie. Jedliśmy fokę nerpę, rybę przygotowaną po eskimosku i popijaliśmy to herbatą ze śmietaną. Zaprosił nas do siebie za rok na wakacje. Wspaniały gość. Teraz podziwiamy migocące gwiazdy nad nami. Pięknie.

21 lipca 1999 r. (euforia fali)

Wczoraj opłynęliśmy wyspę Olchon. Przesmyk pomiędzy wyspą a lądem był dosyć trudny do przejścia jak na kajaki, ponieważ fala była duża. Było niebezpiecznie, ciężko nam było utrzymać kajaki w niedalekiej odległości od siebie. Gdyby wiatr trochę jeszcze zwiększył siłę, byłoby niewesoło.
Poznaliśmy w dniu dzisiejszym na wodzie także ciekawego Rosjanina w wieku ok. 45 lat pochodzącego z Samary, który również próbuje przepłynąć Bajkał kajakiem. Kajak jego wygląda dosyć efektownie, ponieważ posiada maszt i dwa pływaki, które chronią go od wywrotki. Wypłynął 11 lipca 1999 r. z Siewerbajkalska, a chce dopłynąć do Irkucka. Mówił, że pływał wcześniej na tym sprzęcie po morzu Kaspijskim i rzece Wołdze. Wspaniały żeglarz-samotnik. Wyprzedziliśmy go. Płynęliśmy 7,5 godz.
Następny dzień rozpoczął się małym sztormikiem, dlatego odpoczywamy. Płynęliśmy jak do tej pory 1,5 godziny. Czekamy na warunki możliwe do dalszego wypłynięcia.
Wieczorem wypływamy i w odległości ok. 2 km od brzegu przeżywamy nawałnicę niespodziewanych wiatrów. Uciekamy co sił w rękach do brzegu. Ciągły szkwał, wiosłujemy, a miejscami prawie stoimy w miejscu. Dalej płyniemy niedaleko brzegu. Podczas szukania dobrego miejsca na biwakowanie spostrzegamy na brzegu żeglarza-samotnika, który rozbił namiot na skalistym wybrzeżu. Przybijamy do brzegu chcąc towarzyszyć mu. Próbujemy znaleźć właściwe miejsce do rozbicia namiotu. Niestety, wszędzie skały i brak drewna na ognisko. Płyniemy dalej nocą na ogromnej długiej fali. Poziom adrenaliny na wyższym pułapie. Ja czując zapach żywiołu z radości życia śpiewam po kolei wszystkie mi znane szanty. Jest fantastycznie. Tak wielkich fal jak do tej pory jeszcze nie mieliśmy.

... [Dalszy ciąg w magazynie]

 

 

Poprzednia

Następna