strona główna archiwum

 

2300 MIL ADRENALINY
Zimowy rejs POLPHARMY-WARTY

Nietypowa pora roku, niebanalny kapitan, niezwyczajna załoga i przede wszystkim niezwykły, wspaniały jacht -oceaniczny pożeracz mil, katamaran POLPHARMA-WARTA. Wszystko w tym rejsie było niezwykłe, łącznie z tym, że ponad 2300 mil przyszło żeglować wyłącznie pod wiatr...

Krzysztof Siemieński

 

 

Praca przy maszcie była typowo mokrą robotą.W samo południe 13 grudnia 1999 roku team Romana Paszke wyruszył z Górek Zachodnich w pierwszy pod polską banderą rejs regatowej maszyny, do której w jej poprzednich "wcieleniach" należy większość rekordowych przelotów na klasycznych oceanicznych trasach.
Żeby postawić grota, trzeba się solidnie przyłożyć, sześciu ludzi wybiera fał ważącego prawie 300 kilogramów żagla. Trochę łatwiej z fokiem i... wio, zaczyna się jazda. Przy dosyć słabym wiaterku i po płaskiej wodzie płyniemy z prędkością 21 węzłów. Trawers Helu mamy po niespełna godzinie. Wiatr nieco tężeje, ale wieje z północnego zachodu. Przed Rozewiem na wszelki wypadek refujemy grota, a wiatr zaczyna z nami zabawę. To podwieje mocniej, to słabiej, ale cały czas wykręca na zachód. Nie ma wyjścia, trzeba robić zwrot. Pół godziny i znowu zwrot. Wieczorem wreszcie zaczyna wiać mocniej. Żeglujemy z prędkością 14 do 19 węzłów. Na pokładzie zostaje już tylko wachta, reszta lokuje się w kojach.


Nocne żeglowanie. Od lewej: Roman Paszke, Zbyszek Gutowski, Andrzej Piotrowski i Stefan Ekner Katamarany są znacznie stabilniejsze niż jednokadłubowce, prawie w ogóle nie odczuwa się przechyłów na boki. Ale przy żegludze pod krótką, stromą bałtycką falę jacht unosi dzioby i z hukiem wali o wodę spadając z wodnego pagóra. Utrzymanie jakiejś sensownej pozycji na koi to wyższa szkoła jazdy. Co chwilę następuje podrzut, delikwent wisi w powietrzu, jacht płynie, gość spada do koi, ale lądowanie następuje trochę dalej niż start, więc główka boli, bo spotkała się z grodzią. Próba zaklinowania się w pozycji skośno-bocznej jest równie mało efektywna, tyle tylko, że obijamy sobie kolana i łokcie.


I tak trwa nierówna walka Słowianina z nowoczesną, ascetyczną technologią regatowego jachtu, aż wreszcie z opresji wybawia mnie Gutek, oznajmiając: "Koniec spania, wstawaj na wachtę". Wychodzę na pokład i słyszę z ust Gutka jeszcze jeden, tym razem spontaniczny komunikat:

"K..., ale zimno!"

Śnieżyca w Kanale Kilońskim. Od lewej: Robert Janecki i Krzysztof SiemieńskiRewanżuję mu się życzeniami miłych snów.
Tak już będzie prawie do końca rejsu. Tylko na Gutkowy komunikat o temperaturze będzie w odpowiedzi meldunek o stanie wilgotności: "K... jestem cały mokry".
Ale Gutkowi zimno jest tylko, gdy nie trzyma koła sterowego. Wtedy zapomina o wszystkim, interesuje go tylko żeglowanie z maksymalną prędkością. To wielokrotny mistrz Polski w różnych klasach olimpijskich. Pływał też wcześniej z Romanem na GEMINI i słynnej MK CAFÉ. Fajna ta łódka, mówi Gutek, ale prawdziwa zabawa to 49-er, tam jest dopiero jazda. Po regatach wokółziemskich The Race Gutek zamierza wystartować na Olimpiadzie w Atenach właśnie na "czterdziestcedziewiątce".
Razem z Gutkiem wachtuje Pirat. Najmłodszy, zaledwie 22-letni, wychowanek mrągowskiej Bazy mógłby nauczyć prawidłowej pracy żaglami niejednego kapitana żeglugi wielkiej. Jest bardzo sprawny fizycznie i pierońsko silny. Zawsze uśmiechnięty i bardzo skromny, mocny punkt załogi Romana. Też fascynuje go prędkość, chyba pojedzie z Gutkiem do Aten.
Razem z młodymi pistoletami płynie w wachcie Sławek Szumalski, stary kompan kapitana. Był z Romanem w 1979 roku na tragicznych regatach Fastnet Race, przez wiele lat ścigał się na najszybszych polskich jachtach. Dziś już nie ma czasu na żeglowanie, ale, jak mówi, miał zaległy urlop, więc okazji popływania z Romkiem jeszcze raz, i to takim jachtem, nie mógł przepuścić.
Po nocnej żegludze, na Zatoce Meklemburskiej mgła i flauta. Prawie stoimy w miejscu. Po kilku godzinach zaczyna podwiewać. Znowu płyniemy z prędkością 15 do 19 węzłów. Wiatr tężeje, przyspieszamy i my. Na wyświetlaczu GPS z przodu coraz częściej pojawia się cyfra 2. Mimo że pod wiatr, wyprzedzamy spieszące do Kilonii statki tak jakby były zastygłymi w miejscu pomnikami. A przecież każdy płynie co najmniej 12 węzłów! Wieje już ponad 8 Beaufortów i stale tężeje. Zapada zmrok.

To jest adrenalina!

Flauta na BiskajachPędzimy z prędkością 30 węzłów, co chwilę przez siatkę łączącą kadłuby przewala się spieniona grzywa fali, wszyscy są mokrzy, ale szczęśliwi, choć taka prędkość jachtu to dopiero przedsmak speedu przy żegludze z wiatrem.

... [Dalszy ciąg w magazynie]

 

 

 

W pierwszym pod polską banderą rejsie POLPHARMY-WARTY rejsie udział wzięli:

Załoga zawodowa:
Roman Paszke -kapitan
Robert "Dżabes" Janecki
Wojciech Długozima "Baryła"
Zbigniew Gutkowski "Gutek"
Mariusz Piriamowicz "Pirat"

Gościnnie:
Andrzej Piotrowski
Przemysław Chudak (do Kilonii)
Sławomir Szumalski (do Amsterdamu)
Marek Zwierz (od Kilonii)
Stefan Ekner
Krzysztof Siemieński

 

 

Poprzednia

Następna