strona główna archiwum
Nasz rejs...
Poprzedni artykul
Nastepny artykul

W KRAINIE TYSIĄCA I JEDEN MOSTÓW
Stefan Ekner

 

Jacht stojący u moich stóp zaczął powoli opadać, aż kadłub spoczął na potężnych drewnianych belkach. Napędzany niewidzialną siłą, ogromny drabiniasty wóz jął piąć się na szczyt wzgórza, niosąc filigranową skorupkę jachtu...

Włóczęga po Jezioraku nastraja pogodnie melancholijnie - spokój i cisza... Założenia rejsu są proste: żadnych halsówek. Obiadek w Matytach u Pani Basi; wizyta w Siemianach - tutejszych Mikołajkach; nocka na wyspie, na której spoczywają, jak wieść gminna niesie, szczątki nieszczęśliwych kochanków.

Ale właśnie wiatr zagnał naszego CHARLESTONA w zwężającą się na kształt leja zatoczkę. Już widać białą tarczę, oznaczającą wejście do kanału. Kładziemy maszt. Palimy motor. Pierwszy mostek - wchodzimy na jezioro Dauby. Na prawym brzegu wypatrzyliśmy wejście do Kanału Iławskiego. Jest zupełnie pusto. Mijamy osiem kolejnych mostów, co urozmaica leniwą żeglugę. Aż tu nagle skrzyżowanie - do "naszego" kanału wpada Kanał Elbląski. Z prawej strony Śluza Miłomłyn. Pod wieczór wychodzimy na jezioro Ilińsk, zwane także Jelonek. Znajdujemy suchą polankę, cumujemy. Jesteśmy zauroczeni. A to dopiero pierwszy dzień... Następny most, dwa małe jeziorka nanizane niczym perły na sznurek kanału, jeszcze jeden most i wpływamy na wąskie jezioro Ruda Woda. Wczesnym popołudniem na prawym brzegu zauważamy wejście do Kanału Duckiego. Mimo że dzień jest słoneczny, w kanale panuje mrok. Jest chłodno. Można odnieść wrażenie, że wpłynęło się do długiego lochu. Około czwartej nad ranem zrywa nas z koi okrutny łoskot - jakby pień zwalił się do wody. To łoś, któremu tędy akurat wypadła droga włóczęgi...

Kolejny dzień przynosi następne dwa mosty i jezioro Sambród. Na jego lewym brzegu Małdyty. Robimy zakupy w małym sklepiku, nieopodal miejsca cumowania. Pani w różowych kapciach i fioletowym uniformie listonosza prowadzi niespieszną dysputę z kumą. Chodzący na wolnych obrotach traktor czeka na swego kierowcę, który stoi za nami w krótkiej kolejce... Z przyjemnością wypijamy na murku piwo, po czym wchodzimy w kolejny kanał. O zmroku cumujemy do umocnionego drewnianymi kołkami brzegu.

Z rana wypływamy. Na wodzie coraz gęstsza rzęsa, co chwilę trzeba oczyszczać wlot wody chłodzącej na kolumnie silnika. W pewnym momencie wyrastają przed nami, na wpół zatopione w zielonej zupie, monstrualnej wielkości jakby samochodowe kierownice. Stajemy przy brzegu. Idziemy do budyneczku przycupniętego na brzegu. Pochylnia Buczyniec.  

Wmaszynowni starszy pan spokojnie odpowiada na nasze pytania, płacimy za całą eskapadę około 30 złotych. Słucham o technice podróżowania na 25-tonowym wózku, a nieopodal z cichym poświstem obracają się wielkie koła zębate, na bęben nawija się biegnąca nie wiadomo skąd, gruba na dwa palce stalowa lina. Wszystko lekko drży. Fascynujące. Na wóz wchodzą dwa jachty. Wpływamy między barierki i cumujemy nabiegowo do drewnianego pomostu. Jedna osoba zostaje na pokładzie. Uderzam w gong. Dobrze, że jest pięć pochylni. Przecież każdy z nas chce tak sobie uderzyć...

Dalszy ciąg znajdziecie w magazynie.

 

Atrakcja turystyczna na skalę światową Projekt budowy Kanału Elbląskiego powstał w 1825 roku, kiedy to rosła potrzeba wydajnego transportu. Podstawowym problemem była duża, bo wynosząca prawie 100 metrów, różnica wysokości pomiędzy Drużnem a Pniewem. Ambitnego zadania podjął się holenderski hydrotechnik J. Steenke. Budowę rozpoczęto w 1848 roku. Poziom wody w górnej części systemu ustalono na 90 m. n.p.m. Obniżono w tym celu wody w jez. Bartężek i Ilińskim o 1,5 m., Rudej Wodzie o 1,8 m., a w Sambrodzie i Pniewie aż o 5,3 m. Nadmiar wód odprowadzono Drwęcą. Aby nie podnosić poziomu wód jeziora Karnickiego, leżącego o 2 m niżej niż reszta szlaku, usypano przez nie groblę o prawie półkilometrowej długości i wysokości sięgającej prawie 30 m, po której poprowadzono kanał. Różnicę 99 metrów pomiędzy Drużnem i Pniewem postanowiono pokonać budując pięć śluz na rzeczce Klepinie, pomiędzy Całunami Nowymi a Jeleniami i Buczyńcem. Pokonano w ten sposób jedynie 14 metrów. Dlatego Steenke zaproponował budowę pochylni. Przeforsowanie nowatorskiego pomysłu nie było łatwe i przesądziła dopiero osobista rozmowa budowniczego z władcą Prus. Zbudowano cztery pochylnie o łącznej różnicy poziomów 85 metrów. Niestety, wcześniej zbudowane śluzy poważnie spowalniały ruch jednostek na szlaku. Zdecydowano się więc na budowę piątej pochylni. Połączenie Iławy z Elblągiem przez Miłomłyn działało już od 1860 roku. W 1872 roku zakończono też szlak łączący Miłomłyn z Ostródą. Cały projekt zakończyło w 1886 roku niewielkie przedłużenie szlaku w okolicach Iławy. Kanał Elbląski wraz z rzekami i jeziorami tworzy system o długości prawie 152 km, przy łącznej różnicy poziomów na śluzach i pochylniach 103,4 m (śluza z największą różnicą poziomów - Miłomłyn 2,8 m; pochylnia - Oleśnica 24,5 m). Jego początkowo duże znaczenie gospodarcze malało wraz z rozwojem kolei. Obecnie kanał jest właściwie jedynie atrakcją turystyczną. Drugie podobne urządzenie znajduje się ponoć tylko w Kanadzie. Do dnia dzisiejszego pochylnie, prócz pochylni Buczyniec, są niezależne energetycznie, gdyż do ich napędu wykorzystywana jest różnica poziomów wody. Dzięki temu urządzenia pracują bardzo cicho i wciąż na oryginalnych podzespołach! Fantastyczny zabytek hydrotechniki.

J.K.

 

REJS
Magazyn Żeglarzy i Motorowodniaków
Kwiecień, 2000