strona główna archiwum
The Race...
Poprzedni artykul
Nastepny artykul

O MASZT OD REKORDU
Robert "Dżabes" Janecki

 

Gdy łamał się 32-metrowy maszt na naszej POLPHARMIE-WARCIE, "flagowym" polskim katamaranie oceanicznym, byliśmy bliscy pobicia rekordu przejścia Atlantyku na klasycznej trasie Kadyks-San Salvador. Ale nie wszystko okazało się stracone.

No i przegrałem tę beczkę, o którą się zakładałem przed startem 13 lutego, wierząc w sukces. Ale wcale nie czuję się przegrany, o nie. W momencie, kiedy łamał się maszt, właśnie po raz kolejny odrobiliśmy stratę do JET SERVICE V, a nawet uzyskaliśmy kilkunastomilową przewagę. Wiatr wiał idealnie z północy, czyli żeglowaliśmy najszybszym dla nas kursem – półwiatrem. Na liczniku średnia ponad 20 mil morskich na godzinę, a do końca tylko 545 mil morskich. Wyliczyłem, że utrzymując średnio 18 węzłów, mamy jeszcze kilka godzin zapasu. Po prostu wymarzona sytuacja. Po dwóch słabowiatrowych dniach, chcieliśmy te dwie ostatnie doby żeglować bez wacht, kto ile był w stanie zostać na pokładzie, miał zostać.

A tu taki pech!

W momencie złamania masztu, 25 lutego wieczorem, nikt nie miał czasu pomyśleć o tym, że szansa na rekord uciekła. Pękła podwięź wantowa. Działaliśmy błyskawicznie. W ciągu kilkunastu minut postawiliśmy bom grota do góry tak, aby zastąpił nam maszt, który wraz z grotem i fokiem spoczął na pięciu tysiącach metrów. Nie było szansy uratowania chociażby grota czy foka, fala niemiłosiernie targała łódką i złamanym masztem, dokonując coraz to znaczniejszych szkód na pokładzie. Roman podjął błyskawiczną decyzję "tniemy fały" i zatapiamy maszt, którego złamana część coraz bardziej wciskała się w burtę, grożąc uszkodzeniem podwodnej części poszycia...

Dalszy ciąg znajdziecie w magazynie.

 

REJS
Magazyn Żeglarzy i Motorowodniaków
Kwiecień, 2000