strona główna archiwum
Pośpiewaj mi Tato...
Poprzedni artykul
Nastepny artykul

DZIŚ O SZANTACH
Mirek "Kowal" Kowalewski

No! Dobrze synu! - rzekł tato, gdy dobijaliśmy wieczorem do brzegu gdzieś na Mazurach. - Jeśli chcesz to opowiem ci o szantach!! - powiedział to dziwnie głośno, popatrując na sąsiednią łódkę.

 

Nie było tam nic ciekawego, tylko dwie takie panie w przykrótkich bluzkach z pępkami na wierzchu. Ja pobiegłem po drzewo do ogniska, a tato wyjął gitarę. Gdy zaczął ją stroić, to one przylazły do mojego ogniska i wpatrywały się w tatę, który nie wiedzieć czemu wciągnął brzuch i przez to sapał, sapał.

- A więc! - sapnął tato - szanty to marynarskie pieśni pracy na dawnych żaglowcach...
- Tak! Tak! - zapiszczały te z pępkami - a czy pan zna taką szantę o kei?

Tata nie dał się długo prosić i za buziaka od tej rudej zagrał: Gdyby tak ktoś przyszedł...
W tym czasie do brzegu przybiła inna łódka. Załoga zaraz się do nas przysiadła i przyniosła jakieś półnuty. Tata spożył i mówił dalej:

- W zależności od wykonywanej pracy śpiewano różne szanty...
- Acha! No! No! - powiedział taki jeden z tego jachtu
- A znasz może taką szantę o kei?... Tata znowu zaczął grać, a wszyscy śpiewali: Gdyby tak ktoś...

Potem przybijały nowe łódki z półnutkami. I co tata zaczynał opowiadać o różnych szantach fałowych, pompowych czy kabestanowych, to i tak wszyscy śpiewali: Gdzie ta keja!! Gdy nad ranem zasypiałem przy dĽwiękach trzydziesty drugi raz śpiewanej "Kei", to widziałem oczyma wyobraĽni tego pana, co swój wór naciągnął na plecy i gnał przed siebie. I myślałem sobie, że taka szanta to wspaniała rzecz, bo jedną piosenką załoga opędzała tyle prac! I fały... i kabestany i...

Tekst i nuty znajdziecie w magazynie.

 

 

REJS
Magazyn Żeglarzy i Motorowodniaków
Kwiecień, 2000