strona główna archiwum
BITWY MORSKIE

9901_bitwym.jpg (62009 bytes)
Działa s± już załadowane, wszystkie przygotowania do bitwy poczynione.
Jej celem nie jest jaka¶ tam frywolna sprawa typu, kto w tym miesi±cu zostanie cesarzem Europy. To będzie walka o dużo ważniejsze sprawy - o dusze polskich żeglarzy.

Andrew Goltz

     Przygotowania do tej wielkiej bitwy trwaj± od lat, jednak wszystko odbywa się w wielkiej tajemnicy. Pisz±c ten artykuł narażam się na wielkie niebezpieczeństwo. Je¶li dojdzie do tego, że ukaże się on w druku, a nie spłonie razem z drukarni±, to będzie to ¶wiadczyć jedynie o wielkiej odwadze zespołu redakcyjnego nowego czasopisma „Rejs”.

     Czy lubisz szanty? Czy jeste¶ jednym z setki tysięcy tych, którzy chodz± na tego typu imprezy na Mazurach, w Krakowie, a może w Twoim rodzinnym mie¶cie? A może jeste¶ jednym z tysięcy tych, którzy występuj± lub organizuj± takie imprezy? Je¶li tak, to na pewno zauważyłe¶ zmiany, które powoli ogarniaj± to zjawisko. Na miejsce tradycyjnych, tzw. „klasycznych szant”, które były bardzo popularne w latach 80, lata 90 przyniosły muzykę bardziej żyw±, lepiej nadaj±c± się do tańca, nawet czasami trochę agresywn±.

     Te zmiany spowodowały rozłam w ¶wiecie „zawodowych” szantymenów na dwa wrogie obozy. Po jednej stronie tradycjonali¶ci: My gramy szanty tak, jak to kiedy¶ było robione na pokładach wielkich żaglowców. Wszystko inne to okrutna komercja, która dzisiaj jest popularna, ale tylko chwilowo. Żeglarze wróc± kiedy¶ do korzeni i będ± chcieli słuchać i ¶piewać klasycznych szant.

     Za drugim z wrogich obozów, awangardzistami, też przemawiaj± poważne argumenty: Każda forma sztuki, je¶li jest żywa, przechodzi ewolucje. Je¶li znajduje się w stanie stagnacji, umiera. Je¶li ludzie chc± tańczyć, to co w tym złego?

     Zwolennicy tych dwóch pogl±dów s± tak zacietrzewieni, że jakakolwiek dyskusja pomiędzy nimi w ogóle nie wchodzi w grę. Posłańcy z jednego obozu, jak tylko znajd± się na wrogim okręcie, natychmiast zostaj± aresztowani, torturowani i rzucani na pożarcie rekinom. Przepraszam na chwileczkę, muszę sprawdzić, czy kto¶ nie stoi pod drzwiami…

     Dla Polaka wychowanego na uchodĽstwie, na odległej wyspie, z dala od Bałtyku, taka sytuacja wydaje się surrealistyczna, bardziej w stylu „Monty Pythona”, niż zdrowego pragmatyzmu. Przecież popularno¶ć szant w Polsce jest niesamowitym, wspaniałym unikatem. Nigdzie indziej na ¶wiecie tylu młodych żeglarzy tak dobrze nie bawi się przy tego rodzaju muzyce.

     Zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie już bardzo zdenerwowałem obydwie strony. Podejrzewam, że my¶l± sobie teraz: Jakim prawem jaki¶ tam Anglik ¶mie nas pouczać, jak powinni¶my ¶piewać nasze szanty. Oczywi¶cie nie mam do tego żadnego prawa, ale pochodzę z kraju z bardzo bogatymi tradycjami marynistycznymi, w którym ¶piewania szant uczy się czasami nawet w szkołach. Aczkolwiek, je¶li kto¶ u nas ¶piewa szanty, nawet takie znakomito¶ci, jak Bob Webb, Shanty Jack czy John Collins, odbywa się to przeważnie w jakim¶ ponurym pubie a słuchaczami jest dziesięciu brodatych, pijanych staruszków. Nawet, je¶li występuj± oni na największych festiwalach morskich, takich jak „International Festival of the Sea”, to pod scen± stoi tylko 20 osób.

     Uważam, że tak naprawdę nikt już nie ¶piewa prawdziwych, „klasycznych szant” tak, jak były one ¶piewane podczas pracy na wielkich żaglowcach. Tamte szanty nie były muzyk±, która nadawała się do grania na l±dzie i marynarze tego nie praktykowali. Owszem, przebywaj±c na l±dzie tańczyli do muzyki irlandzkiej i ¶piewali ballady morskie. Szanty zaczęły być ¶piewane na l±dzie dopiero wtedy, gdy ostatnie duże żaglowce stały się pływaj±cymi muzeami, a nawet te wersje, które wtedy były ¶piewane, były już przerobione, ostro ocenzurowane, innymi słowy można było zauważyć pocz±tki procesu „komercjalizacji”.

     Jakim¶ szczę¶liwym zbiegiem okoliczno¶ci miałem okazję poznać „szanty po polsku” w 1992 roku, kiedy brygantyna Henryk Rutkowski dopłynęła do mojego rodzinnego miasta Swanage. Na pokładzie Rutkowskiego znajdowali się akurat przedstawiciele obu obozów. W¶ród nich był między innymi znakomity, klasyczny zespół „Cztery Refy” a także młoda entuzjastka szant zwi±zana z krakowskim „Halsem”. To było co¶ niesamowitego słyszeć stare, angielskie szanty w nowych dla mnie wersjach po polsku. Moim dzieciom to się tak podobało, że spontanicznie zaczęły tańczyć w rytm muzyki.

     Jakie można z tego wyci±gn±ć wnioski? Przyznam, że osobi¶cie bardzo lubię tradycyjne szanty, ale tzw. tingle factor, który jest dzisiaj analizowany przez psychologów muzyki, do¶wiadczam jedynie wtedy, kiedy historyczne podłoże jest czę¶ci± syntezy różnych kultur. To zjawisko można zauważyć we wszystkich stylach muzycznych. Na przykład obecnie można zaobserwować zainteresowanie muzyk± celtyck±, jednak nie tylko t± tradycyjn±, irlandzk± czy szkock±, ale także najnowszymi zespołami celticrock, takimi, jak „Catatonia” czy „The Corrs”. Dlatego szanuję wkład awangardy, takiej jak „Mechanicy” i „Rycz±ce Dwudziestki”, aczkolwiek przyznaję, że koncert, na którym grany jest wył±cznie shantyrock wydaje mi się nieco monotonny.

     A które zespoły lubię najbardziej? Wła¶nie te, które trudno jest włożyć w sztywne ramy jakichkolwiek klasyfikacji. Znakomitym przykładem jest zespół „Stara KuĽnia”, którego muzyka jest tak oryginalna, że znajduje uznanie obu wrogich obozów.

     Czy można więc wybrać pomiędzy tymi dwoma stronami? Wydaje mi się, że najlepsze imprezy czerpi± swoje inspiracje z obydwu tradycji. Dobrym przykładem może być koncert w Chojnicach i Charzykowych w sierpniu 1998, który obfitował w różne niespodzianki, a jedn± z największych było to, że około godziny 2 rano „Mechanicy” zaczęli ¶piewać czysto klasyczny utwór z pocz±tków swojej kariery.

     Pod koniec lutego w Krakowie 2,5 tys. żeglarzy będzie tańczyć do muzyki i wspólnie ¶piewać refreny. Najlepsze zespoły będ± wprowadzać muzyczne niespodzianki na kanwie znanych, historycznych melodii, które przemawiaj± do samej duszy i mobilizuj± nas do wypływania w kolejne rejsy.

Fot. Piotr Milewski

Porzednia strona

Poprzednia

Następna

Następna strona

1999 Wszystkie prawa zastrzeżone