strona główna archiwum

Egzotyka, słońce, kolory

ŻEGLARSKIE PORTY TUNEZJIPort w Monastirze

W przyportowej knajpce w Bizerte obserwował mnie tłum rybaków, ciekawych, czy zasmakuje mi tunezyjski afrodyzjak. Sex du boef – prącie byka, utknęło mi w gardle. Zmobilizowałem się, zamknąłem oczy i przełknąłem.

Adam Bogoryja-Zakrzewski

 

Sprzedawca ryb w BizerteTunezja oferuje żeglarzom egzotykę, murowaną pogodę i kilka wygodnych przystani. Jest pięć portów przystosowanych w pełni do przyjmowania żeglarzy: Tabarka, Bizerte, Sidi Bou Said (dzielnica Tunisu), El Kantaoui i Monastyr. W pozostałych nie ma pełnego dostępu do wody słodkiej i elektryczności.
– Procedura celna i graniczna przy przekraczaniu granicy i wpływaniu na tunezyjskie wody terytorialne nie jest uciążliwa – podkreśla Nejib Zerzeri, ekspert rządowego ośrodka promocji turystyki ds. m. in. portów żeglarskich, nurkowania i polowania podmorskiego, turystyki ekologicznej etc.
– Nie wymagamy żadnych zezwoleń na wpłynięcie na nasze wody terytorialne. Załoga musi odprawiać się tylko raz przy wpłynięciu do pierwszego portu Tunezji i drugi, ostatni raz przy opuszczaniu kraju. Nie wymagamy żadnych atestów bezpieczeństwa jachtów dopuszczających do pływania na poszczególnych akwenach. To jest indywidualna sprawa każdego z żeglarzy. Żądamy jednak okazania dokumentów obowiązkowego ubezpieczenia jachtu, odpowiednika „zielonej karty”, certyfikatu jachtu z danymi o właścicielu jachtu, armatorze, tonażu, warunkach technicznych jednostki oraz paszportów z wizami. Rakietnice na jachtach są plombowane na czas pobytu w porcie – wylicza nasz rozmówca.
Nie ma kłopotów z celnikami: papierosów i butelek wódki, whisky czy piwa można wwieźć praktycznie nieograniczone ilości, tyle, ile potrzeba do konsumpcji własnej. Jeśli chcesz wziąć 200 butelek whisky, to nie ma żadnego problemu.
Policjanci są zawsze w oficjalnych mundurach. Pilnują też portów. Tunezyjczycy zapewniają, że nie ma tu także kradzieży jachtów. Bezpieczeństwa załóg strzeże, oprócz policji, także gwardia narodowa.

Port rybacki i stare miasto w BizerteBIZERTE
Na tle niebieskiego nieba i szafirowego Morza Śródziemnego odbijają się wysmukłe palmy. Zacieniają bulwar przy niewielkim porcie w Bizerte. To najdalej wysunięty na północ port jachtowy w Tunezji. Przy kei kiwa się leniwie kilkadziesiąt jachtów. To dopiero przełom maja i kwietnia – jeszcze daleko do pełnego sezonu, a temperatura dochodzi do 30° C.
Warto tu robić zakupy. Owoce i jarzyny są najtańsze w kraju – ceny niższe nawet o 20 %. Tu żyje się głównie z rolnictwa. Ceny mięsa – urzędowe – są jednak takie same w całym kraju. Najbardziej – nawet o połowę – można zaoszczędzić na rybach, jeśli kupi się je od rybaków.
Wejście do portu jachtowego nie sprawia kłopotu. Nie ma prądów. Natomiast silne prądy (ok. 6 węzłów) są obok basenu żeglarskiego – w kanale wejściowym dla portów komercyjnego i wojskowego, gdzie jest stocznia dla jednostek ważących powyżej 60 ton. Stocznia dla lżejszych jednostek jest nad samym morzem. Wpłynięcie do niej nie sprawia trudności.
W tym regionie latem przeważają wiatry północno-zachodnie. Najczęściej słabe. Mocno wieje dopiero zimą – szczególnie od grudnia do stycznia. Latem zdarzają się najwyżej 2-3 dniowe sztormy. Charakterystyczna dla portu w Bizerte jest bryza termiczna. Wieje tylko między 9 a 10 rano, gdy temperatura powietrza przekracza 30° C.
Bizerte jest portem naturalnym – kapitan oprowadza po swoich kejach. – Latem, gdy jest tłok, łódki cumują rufą lub dziobem do kei. Praktycznie zawsze znajdzie się miejsce dla jachtu. Najtrudniej jednak o nie od 10 do 15 sierpnia podczas corocznych regat „Droga Jaśminu” z Tulonu we Francji.
W Bizerte mieszkańcy traktują żeglarzy jak swoich. Na targu ryb tłum sprzedawców i kupujących. Sprzedawcy gestami zapraszają do swoich stoisk. Skąd jesteś? – pytają. Polonais!, Oh, „Walesa”, Dzin Dobry. Niedrogo. Dzikuje, Dobra piwo – chwalą się znajomością polskiego.
W Bizerte można włóczyć się bez obaw o bezpieczeństwo. Szczególnie urocze jest stare miasto z portem malutkich i malowniczych łodzi rybackich oraz stara dzielnica arabska – pełna kolorytu i przenikających się zapachów potraw. Uroku dodaje miastu pohiszpańska forteca z XIII wieku.

Malowniczy port TabarakaTABARKA
To jeden z nielicznych portów na Morzu Śródziemnym i jedyny w Tunezji, w którym można płacić za tygodniowy pobyt – chwali się kapitan portu w Tabarce, Taoufik Zouaoui.
Latem, w pełni sezonu są kłopoty z wolnym miejscem. Wtedy wszyscy muszą cumować rufą do kei. Najtłoczniej jest zawsze w lipcu, podczas corocznego festiwalu jazzu tradycyjnego.
Do każdego stanowiska jest podciągnięty prąd, słodka woda, końcówki do telefonu i anteny satelitarnej. Jest tu też jeden z największych w Tunezji dźwigów do slipowania jachtów. Basen portowy w kształcie litery L otoczony jest z dwóch stron niewysokimi białymi budynkami hoteli, sklepów, kapitanatu portu, służb granicznych, celnych. Po drugiej stronie niewielka, skromna kafejka rybacka i magazyny ryb. Na wysokim wzgórzu, tuż przy główkach portu wojskowy fort, odległy zaledwie o kilkanaście kilometrów od granicy z Algierią. Z gór otaczających port wspaniały widok na miasto białych domów, zieleni, nadmorskich hoteli (Tabarka to jedna z 9 stref turystycznych w Tunezji, które mają przywileje podatkowe).
Rybacy z połowów wracają około 7 rano. Wtedy odbywa się wielka giełda ryb – licytacja rybaków i sklepikarzy o to, kto da więcej. Malownicze widowisko dla „rannych ptaszków”.
Załogi na jachtach jeszcze śpią. Tu pływa się całymi rodzinami z dziećmi na pokładzie. Często można jednak spotkać małżeństwa w wieku emerytalnym, które dorobek swojego życia przeznaczyły na kupno jachtu i zwiedzanie państw nadmorskich. Często mają ze sobą rowery na wypady do miasta czy okolice.Rybak z Tabaraki
-Nie ma tu specjalnych kłopotów z wejściem do portu – zapewnia kapitan portu. Silny prąd jest głównie w lutym. Ten prąd, „Mistral”, przychodzi z południa, z Sardynii. Zmienia swoją siłę od stycznia do kwietnia. Potem jest już spokojnie.
Wieczorem „zawijam” do „Perły Północy” – baru rybaków z Tabarki. Tu niektórzy rybacy przynoszą złowione przez siebie najznakomitsze okazy ryb, zasiadają przy stole (nad którym wisi zdjęcie prezydenta) i czekają spokojnie na przyrządzenie potrawy. Koty snują się po barze, lekko drapią pazurkami prosząc o kawałek ryby. Jest gwarno, na stołach głównie piwo. W Tunezji sprzedaje się tylko jeden gatunek piwa. Ich „Celtia” to piwo lekkie, o smaku nieco kwaskowym.
Nagle przede mną pojawia się ogromny talerz niezidentyfikowanych smakołyków. – Spróbuj, śmiało – śmieje się właściciel baru. Wokół mnie wesołe twarze rybaków. Są ciekawi, czy zasmakuje mi tunezyjski afrodyzjak. Nabijam „to” na widelec, próbuję przełknąć, staje mi w gardle. – To sex du boeuf (prącie byka) – śmieje się gospodarz i przygląda mi się uważnie. Trzymam fason i uśmiech także. Zamykam oczy i przełykam. Popijam szybko „Celtią”. Udało się.
Morze w okolicach Tabarki to najciekawsze w Tunezji akweny do nurkowania.
Są tu aż 3 kluby nurkowania i polowania podwodnego. – Właśnie tu mamy najciekawsze dno morskie, które opada gwałtownie, porośnięte fantastyczną roślinnością – zachwala właściciel jednego z klubów, B. Ouchtati.
W Tunezji nie wolno nurkować samodzielnie. Rząd zabrania tego z dwóch powodów: bezpieczeństwa oraz aby zapobiec wywożeniu antyków, które ciągle można znaleźć na dnie morza.

Marina w El KantaouiEL KANTAOUI
Basen portowy otoczony ślicznymi, dwu-trzypiętrowymi restauracjami i śnieżnobiałymi domami mieszkalnymi. Przy kei nie ma prawie wolnego miejsca. Kapitan portu zapewnia jednak, że zawsze znajdzie się wolny poler dla jachtu, zwłaszcza w sąsiedztwie łodzi rybackich. Najtrudniej o miejsce jest w sierpniu. Większość jednostek to ekskluzywne jachty. Jest też sporo katamaranów.
Na kei tłumy turystów, choć do pełnego sezonu jeszcze daleko. W lipcu i sierpniu każdego dnia przewija się ich w porcie aż 30 tysięcy. W portowych sklepikach kupują pamiątki, ciuchy – uwaga drogo! Największą renomę w porcie mają dwie restauracje – „Mediterranée” – specjalizująca się w daniach z owocami morza, oraz „Les Emirs” z kuchnią tunezyjską (cena przeciętnej potrawy ok. 30 DT). Niezapomniane wrażenie pozostawia „Gargoulette” pieczona w piecu i zamknięta w glinianym dzbanie jagnina. Kelner na naszych oczach rozbija młotkiem ten dzban. Ani kawałek nie wpada do środka, a wokół rozchodzi się niepowtarzalny aromat potrawy.
– Wejście do portu jest łatwe – zapewnia kapitan portu, Hamed Ben Njima. – Prądy morskie nie są mocne. Mamy tu jednak inne wiatry niż na północy. Wieją głównie z południowego zachodu. Mocno wieje w kwietniu oraz we wrześniu i w październiku. Czasami też latem. Można tu jednak swobodnie żeglować przez 250 dni w roku – zapewnia.

MONASTIR
To największy port żeglarski Tunezji. Nie ma tłumów turystów. Załogi z kilku jachtów grillują na pomoście. Są uśmiechnięci, wypoczęci. Sielanka!
Piękne stare miasto. Całe otoczone wysokim murem. Wewnątrz niskie domy mieszkalne i suk – arabskie targowisko. Skóry są tanie, buty również. Pół dnia może zająć wyprawa do odległego o 70 kilometrów od Monastyru miasta Kero. To święte miasto muzułmanów, słynne też z dywanów.

Przy kei w Sidi Bou SaidSIDI BOU SAID
Tłoczno. Kapitan portu zapewnia jednak, że z reguły udaje się znaleźć wolne miejsce. Zdarza się jednak oczekiwanie poza główkami, aż ktoś odpłynie z portu. To jedyny port żeglarski położony w dzielnicy Tunisu – Sidi Bou Said. Dzielnica artystów i białych domów, w których niemal wszystkie okiennice i drzwi są pomalowane na niebiesko.
Oczywiście jest tu też suk i najsłynniejsza na świecie arabska kawiarnia: CAFE DE NATTES, w której pali się fajki wodne. Kafejka jest z XVI wieku. Goście siedzą na matach, bez obuwia. Wewnątrz jest lekki półmrok, dookoła czuć dym z fajek i aromat herbaty z mięty. Tu palą nawet kobiety. Zamawiam fajkę (ta przyjemność wraz z niemal obowiązkową herbatą i napiwkiem kosztuje ok. 4 DT). Dostaję całą maszynerię z żarzącym się już tytoniem, gumową rurką i baniakiem z wodą. Zaciągam się mocno. Woda bulgoce jak podczas gotowania, to ona filtruje dym i ponoć pochłania nikotynę. Szatańsko mocny tytoń zakręcił mną już po kwadrancie (palenie rzuciłem ponad 5 lat temu). Smak trochę podobny do „Cameli”. W porcie sporo policji, gwardii narodowej. No cóż, ma być bezpiecznie. Stąd widać już pałac prezydencki.
– Przy wejściu do portu trzeba uważać na płyciznę. Warto opłynąć szerokim łukiem główkę północnego falochronu – przestrzegają w kapitanacie portu.
Wiatry wieją tu głównie z północnego-zachodu. Jednak w pełni sezonu jest tu trochę wiatrów wiejących z południa. Około 13 z południowego-wschodu wieje słaba bryza – 3-4° B. Jak w każdym porcie, przy jachtach są podłączenia słodkiej wody, elektryczności, gniazda telefoniczne i do TV satelitarnej. Jest tu sklep ze sprzętem żeglarskim, można też nabić butle gazowe. Tu można kupić mapy morskie – sztuka kosztuje ok. 30 DT. Mapy można dostać jeszcze tylko na południu kraju – w porcie Sfax.

Kawiarniany rytual wspólnego ćmienia fajek

Dodatkowe informacje:

Fot. Adam Bogoryja-Zakrzewski

 

 

Poprzednia

Następna

1999 Wszystkie prawa zastrzeżone