strona główna archiwum

DZIŚ O PRZYGOTOWANIACH STATKU DO REJSU

 

Mirek "Kowal" Kowalewski

Żeby ta płotka, co to się rzuca na końcu mojej wędki, wiedziała ile nas z tatą roboty kosztowało, aby tu przyżeglować, to by się sama złowiła, usmażyła i... zjadła.

Mirek „Kowal” Kowalewski

Ileż to pracy trzeba było włożyć w ten Rejs, to się w głowie nie mieści! Najwięcej to było zachodu, żeby przekonać mamę, aby pojechała w góry. I to sama! Bo mama to się boi wody i z nami nie popłynie, a jak mówi: urlop powinniśmy spędzać razem. Rodzinnie. I nie nad wodą, bo ja się utopię, zarosnę brudem i umrę z głodu, bo tata jest nieodpowiedzialny i mnie nie dopilnuje. Coś tam krzyczała o koleżankach, żeglarzach i o wątrobie taty, ale nie wiem, o co chodzi.

Ale tata jakoś mamę przekonał i pojechaliśmy na Mazury. Pierwsza praca to zaopatrzenie jachtu. Jedzenia tośmy kupili niewiele, bo tata powiedział, ze jeść będziemy to, co złowimy. Tata mówił, że tu są komary i kupił dużo spirytusu. Do smarowania. Potem było dużo zachodu, aby kupić nowe haczyki, żyłki, zanęty itd.

Kupa roboty była potem z silnikiem, co to tata go rozebrał i nie mógł potem złożyć. No to przyszedł jakiś pan i zaczął tacie pomagać. Potem jeszcze jeden. Wyjęli spirytus do smarowania części, a ja dostałem na frytki i lody, żebym im nie przeszkadzał. Zjadłem szybko, no to znowu dostałem na lody... i tak osiem razy. W nocy się pochorowałem na brzuch, ale musiałem zarazić tatę, bo rano mówił, że też jest chory. Fakt, że oczy to miał czerwone i podkrążone, cerę coś ziemistą. Ale to chyba jakaś epidemia, bo ci panowie, co tacie pomagali, też tak wyglądali. Wiele roboty było potem z nurkowaniem po śrubę i różne części co to się potopiły w czasie przeglądania tego silnika. Zresztą i tak ich nie znaleźli.

Ale tata powiedział, że przecież przyjechaliśmy żeglować, a nie smrodzić silnikiem. O! Teraz to zrobiło się roboty. Tata wlazł na maszt po jakiś fał, co to mu uciekł. Jak już tata spadł z tego masztu i wrócił z pogotowia z nogą w gipsie, to strącił kulą skrzynkę z narzędziami i potopił jakieś szekle czy coś takiego.

Stoimy teraz trzeci tydzień w porcie, bo tata nie chodzi i do niego przychodzą różni żeglarze w odwiedziny. Komary mnie żrą, bo już dawno nie ma spirytusu, a co znowu tata kupi, to jakoś szybko się wysmarowuje. Łowię ryby w porcie, na frytki i lody to już patrzeć nie mogę. Ale mi się podoba, bo nie muszę się myć ani przebierać w świeże ubrania. I tak sobie myślę: Ile to roboty trzeba, aby popłynąć w Rejs!!

 

O przygotowaniach statku
słowa: M. Kowalewski

Ref:
Roboty po łokcie! Bis
Gdy statek jest w porcie! Bis
Roboty po uszy! Bis
Nim w morze wyruszy! Bis

Gdy pokład jest z drewna
Tam zbiera się brud
Choć szczotka jest jedna
Ty szoruj za dwóch.

Tam farba jest szara
A tam dużo rdzy Więc wyskrob to zaraz
Niech żelazo lśni.

Ref:
Roboty po łokcie! ...

Gdy błyszczy żelazo
Jak uśmiech stu gwiazd
To pędzle wydadzą
Malować już czas.

To szkoła jest życia
Załaduj więc no
Jedzenie i picie
Skrzyń chyba ze sto.

Ref:
Roboty po łokcie! ...

O! Żagle dziurawe!
Nie może tak być
Czas na ich naprawę
Znów łaty trza szyć.

Z linami porządek
Też zrobić trza dziś
Pożegnać się z lądem
I w morze już wyjść

 

Poprzednia

Następna

1999 Wszystkie prawa zastrzeżone