strona główna archiwum

Moda sprzed lat

Rys. Marek Siurawski

Marynarskie portki opięte tu i tam, a w środku kawał chłopa, to marzenie każdej z dam...*

Marek Siurawski

 

Jak wyglądał dawny marynarz? W co ubierał się żeglarz czasów kliprów i windjammerów?
Na pokładzie, przy pracy, obowiązywały oczywiście drelichy, odzież robocza, prymitywne sztormiaki, rzadko kiedy buty, ale ubiór wyjściowy (i na nim się zatrzymam) był bardzo malowniczy.
Żeglarze z czasów Richarda Dany** schodzili na ląd w białych płóciennych spodniach – tzw. „dzwonach”, białych pończochach i czarnych płytkich trzewikach, koniecznie ze „skrzypem” – to był prawdziwy szpan, podobnie jak kraciaste lub czerwone koszule z holenderskim wyszywanym gorsem, koszulki w niebieskie paski i granatowe dwurzędowe kurtki z obowiązkową białą, jedwabną chusteczką w kieszonce. Śliczne! Wspomniane spodnie miały odchylaną ku dołowi patkę (zamiast rozporka!), dużą liczbę guzików, a z tyłu tasiemkowe ściskacze, jak w dawnych gorsetach. Na głowach nosiło się słomkowe kapelusze, kiedyś smołowane, z sążnistą, czarną wstążką zwisającą nad lewym okiem, a na szyi czarną jedwabną chustę przewleczoną przez srebrny pierścień lub opaskę turecką. W jednym jej rogu, w specjalnej kieszonce szeleściło kilka papierkowych „zaskórniaków” lub prymka tytoniu. Mijający się wystrojeni ludzie z zaprzyjaźnionych załóg pozdrawiali się głośnym okrzykiem: Sail-ho! (Żagiel-ho!) – tak jak przy zaoczeniu statku na horyzoncie.

Im starszy marynarz, tym mniej rzeczy miał przy sobie i tym schludniej i czyściej się nosił.

zasłyszane i trafne


Z kolei typowy ubiór „synów Neptuna” z przełomu wieków, a więc z czasów windjammerów, bez względu na narodowość, to golf, drelichowe spodnie i kurtka, wełniana czapka, skórzane lub gumowe buty (w wyższych szerokościach) lub rodzaj sandałów wyplecionych z liny (na upały w tropikach). Do tego pas, nóż w pochwie i sztormiak na niepogodę. Bosman, stolarz i żaglomistrz nosili na głowie miękkie czapki z daszkiem i bardzo często dwurzędowe serżowe kurtki.
W czasie sztormu dochodziła do tego jeszcze swoista uprząż tzw. „soul 'n'body lashings” (krawaty duszy i ciała). Pas z nożem zakładało się na sztormiak i mocowało z przodu i z tyłu linką biegnącą między nogami; dodatkowe linki zaciskały rękawy w nadgarstkach i spodnie przy kostkach (bardzo prosty sposób, żeby było cieplej!); a ostatnia linka łączyła tył zydwestki z pasem, aby wiatr nie zerwał jej z głowy.
To wszystko miało trzymać „ciało przy duszy” zwłaszcza pod Hornem. Bywało, że człowiek nosił na sobie taki „rynsztunek” dwa miesiące bez przerwy, dzień i noc. Można sobie tylko wyobrazić pęcherze i obtarcia od słonej wody, zwłaszcza na rękach i szyi. Żeby tego uniknąć, często zakładano na szyję ręcznik jak szalik.
Opisywany wyżej wyjściowy i bardzo fantazyjny strój rzadko się dzisiaj widzi, a szkoda. Na ogół tylko marynarski podkoszulek w niebieskie paski („dusza morska”) i czarna chusta-krawat łączą dziś współczesność z historią. Można jednak temu zaradzić. Redakcja naszego miesięcznika we współpracy z Fundacją „Kultura Morska” oferuje w sprzedaży wysyłkowej szyte na zamówienie prawdziwe „marynarskie portki” według wykrojów z XIX wieku (jak na rysunku), a w przyszłości i inne rarytasy żeglarskiej mody sprzed lat.
Smakować historię. Namacalnie. To pasjonująca rzecz. O spełnianiu marzeń każdej z dam nawet nie wspomnę...

* Fragment refrenu „Marynarskie portki”. Tłum. J. Rogacki
** Richard Dana, autor klasycznej książki „Pamiętnik żeglarza” z połowy XIX wieku

 

Poprzednia

Następna

1999 Wszystkie prawa zastrzeżone