strona główna archiwum

 

Trzy brytyjskie jachty na starcie w Hawrze

Kawowym szlakiem

Milka Jung

Tegoroczne regaty Jacques-Vabre zgromadziły 16 października na starcie największą jak dotąd liczbę jachtów. Do udziału zgłoszono 10 wielokadłubowych i 14 jednokadłubowych jednostek.

AQUITAINE INNOVATIONS KINGFISHER z angielsko-francuską załogą McArtur-ParlierWielu żeglarzy startujących na jachtach jednokadłubowych potraktowało te regaty jako przymiarkę do przyszłorocznego wyścigu non-stop Vendée Globe. Yves Parlier, Ellen Mac Arthur, Mike Golding, Thomas Coville, Josh Hall, Marc Thiercellin, Catherine Chabaud, Jean Le Cam – tę listę można jeszcze wydłużyć. Na starcie stanęła także włoska FILA, ale tym razem bez Giovanni Soldiniego, który po zwycięstwie w Around Alone konsekwentnie odmawia startów w regatach.

W klasie wielokadłubowej po raz kolejny startują BANQUE POPULAIRE (Lalou Roucayrol/Jacques Caraes) i FUJICOLOR II (Loick Peyron/Franck Proffit). Nie zabrakło także Yvana i Laurenta Bourgnon (FONCIA) ani Paula Vatine (GROUPE ANDRÉ).

Atlantyk nie był tym razem łaskawy dla żeglarzy. Już drugiego dnia, 17 października, przewraca się trimaran BROCÉLIANDE - traci maszt, dryfuje po oceanie, ale załoga odmawia opuszczenia jednostki. Jacht nie doznał poważnych strat, a zatem można będzie go odbudować.

21 października, w okolicach przylądka Finisterre (Hiszpania) rozciąga się bardzo głęboki niż. Wiatr wieje z prędkością przekraczającą 55 węzłów (a są to już tylko pozostałości po huraganie Irene). 300 mil na północny wschód od Azorów i 500 na zachód od Porto, trimaran GROUPE ANDRÉ przewraca się, a z kokpitu znika Paul Vatine. 42 letni „Paulo” w czasie wywrotki stał za sterem. Był ubrany w specjalny sztormiak wyposażony w indywidualną radioboję systemu SARSAT. Nie uruchomił jednak swojego nadajnika... Po komunikacie nadanym przez Jeana Maurela pojawia się pomoc. Pomimo starań portugalskich ratowników, poszukiwania z powietrza nie dały rezultatu. Do akcji włączyły się także BISCUITS LA TRINITAINE i AQUITAINE INNOVATIONS. Szanse na odnalezienie Paula w sztormowej pogodzie były prawie żadne. Był to jego 33 atlantycki rejs...

Drugiego żeglarza z jachtu, Jeana Maurela, zabiera na pokład angielski kontenerowiec CARAVELLE. W huraganowym wietrze zaczyna się walka o przetrwanie, regaty schodzą na dalszy plan. Tego feralnego dnia z wyścigu wycofują się G.E.B.JPG DÉFIS; FILA traci forsztag i zawraca do Kadyksu. PINDAR kieruje się na Maderę, żeby dokonać niezbędnych napraw, jednak Emma Richards i Miranda Merron decydują się naprawić uszkodzenia nie przerywając wyścigu.

26 października, po czterech dniach sztormowania, zacięta walka zaczyna się od nowa. WHIRLPOOL, SOMEWHERE, SODEBOSILL ENTERPRISES są bardzo blisko siebie, odległości dzielące poszczególne jachty wahają się od 3 do 30 Mm. Wśród wielokadłubowców zdecydowanie prowadzi FUJICOLOR II (Loick Peyron/Franck Proffit) – jego średnia prędkość w całym wyścigu to 22 węzły.

FILA bez Giovanni Soldiniego była tylko tłem dla swych rywali z Around Alone30 października najszybsi zbliżają się do St. Barthélémy, wejścia na Morze Karaibskie. Teraz walczą już nie tylko ze sztormem (kolejny niż), falami, ale i gorącem, przed którym nie ma ucieczki. Temperatura w cieniu wynosi 35 stopni. Na Morzu Karaibskim wiatr słabnie...

Do mety w Cartagenie z 10 wielokadłubowców dopłynęły jedynie cztery, z czego pierwszy, FUJICOLOR II, już 1 listopada. 5 listopada pierwszy jacht jednokadłubowy przekracza linię mety. SODEBO (Thomas Coville/Hervé Jan) pokonał trasę kawy w 19 dni, 17 godzin i 31 minut. Poprawili rekord o 5 godzin i 48 minut, przy średniej prędkości 9,3 węzła. Ostatnia prosta była nieprawdopodobnym wysiłkiem – wszystko decydowało się na ostatnich 10 milach pomiędzy czterema jachtami i niemal do końca nie wiadomo było, kto wygra. „

Transat Jacques-Vabre nie jest długim wyścigiem. To tylko 150 mil regat wzdłuż wybrzeża Kolumbii” stwierdził Thomas Coville.

Na drugim miejscu przypływa WHIRLPOOL-EUROPE 2, dalej TEAM GROUP 4 przed SILL ENTERPRISES. Golding zawdzięcza 3 miejsce zastąpieniu genakera olbrzymim i lekkim spinakerem. W słabym wietrze, przy lekko pomarszczonej wodzie to przesądziło. Zdecydowało 18 minut.

Cztery pierwsze jachty przypłynęły do Cartageny prawie jednocześnie – w ciągu niespełna dwóch godzin.

Dla PINDARASPIRIT OF RACE wyścig skończy się już w St. Barthélémy. Tak zdecydował komitet organizacyjny. Oba jachty klasyfikowane są w drugiej, pięćdziesięciostopowej klasie.

 

O regatach powiedzieli:

Skipper SODEBO, Thomas Coville, gdy tylko postawił stopę na suchym lądzie, złożył hołd zaginionemu w czasie pierwszego tygodnia regat Paulowi Vatine:
„Dla mnie wspomnienie tego wyścigu to przede wszystkim pamięć o Paulu. Dopóki byliśmy na morzu, nie mieliśmy wrażenia, że straciliśmy przyjaciela, myśleliśmy, że jest razem z nami na oceanie. Dopiero teraz, po przekroczeniu linii mety dociera do mnie to, co się stało”.

Jean Maurel, który w tych regatach płynął razem z Paulem Vatine na GROUPE ANDRÉ, po zakończeniu akcji ratowniczej powiedział: „Chyba jeszcze nie dociera do mnie to, co naprawdę się stało. To straszne doświadczenie i nie wiem, czy w ogóle nie wycofam się z żeglarstwa. Paolo był nie tylko moim partnerem na pokładzie, ale także przyjacielem. Nie mogę wciąż uwierzyć...”

 

Wielkimi przegranymi tych regat są Catherine Chabaud i Luc Bartissol – załoga WHIRLPOOL'a. Przez cały wyścig byli na pierwszej pozycji, startowali także jako faworyci. Fakt, że utracili prowadzenie, był kompletnym zaskoczeniem dla wszystkich. Powód był jednak poważny: Luc Bartissol doznał poparzeń pierwszego stopnia w czasie próby uruchomienia mechanizmu podnoszącego płetwę balastową. „Dolałem oleju i jak idiota, od razu uruchomiłem silnik. Iskra spowodowała gwałtowny wybuch ognia. Przez moment zastanawiałem się, czy już umarłem, czy jeszcze żyję. Mam poparzoną twarz i klatkę piersiową. Miałem cholerne szczęście, że nie straciłem wzroku; przypaliłem sobie tylko włosy i rzęsy”.
Dla niej te regaty to sprawdzian przed przyszłorocznym startem w Vendée Globe. Przede wszystkim jednak test supernowoczesnych technologii, zastosowanych w nowej łódce. Luc Bartissol nadzorował całą instalowaną elektronikę i urządzenia komunikacyjne. Poza tym on także zamierza startować w Vendée Globe. Transat Jacques Vabre to ostatnia okazja do pokojowej konfrontacji doświadczeń. „We dwoje mamy z kim dzielić emocje związane z morzem i możemy płynąć szybciej niż w pojedynkę.”

Alain Gautier, BROCELIANDE Trzeci raz na starcie regat kawowych, uczestnik tegorocznych regat Fastnet, gdzie zajął drugie miejsce. Wielokrotnie brał udział w regatach samotników Figaro, zwycięzca Vendée Globe w 1992 roku.
„Lubię pływanie w dwie osoby, ponieważ pozwala na bardzo dobre prowadzenie łódki, a jednocześnie daje poczucie bezpieczeństwa i mogę zaufać temu, kto zostaje za sterem kiedy odpoczywam. (...) Wybrałem na partnera Michela Desjoyeaux, ponieważ dobrze się rozumiemy. Jest bardzo dobrym taktykiem, myślę, że się uzupełniamy. Poza tym brał udział tylko w jednych regatach transatlantyckich na wielokadłubowcu prowadzonym przez dwie osoby, i wygrał...

Laurent i Yvan Bourgnon, FONCIA Po raz drugi startowali razem w Transat Jacques Vabre. Mądrzejsi o doświadczenia sprzed dwóch lat, kiedy zajęli 4 miejsce, tym razem stanęli na podium.
„W rodzinie jesteśmy bardziej szczerzy i bezpośredni; we dwóch zawsze wykorzystujemy 100% możliwości jachtu, co wymaga maksymalnego wysiłku, zarówno fizycznego, jak i umysłowego.”

Marc Thiercellin, SOMEWHERE – BAUME & MERCIER „Biorę udział w Transat Jacques Vabre,, ponieważ to najdłuższe z regat transatlantyckich, prawie o jedną czwartą dłuższe niż Route du Rhum. Poza tym to wspaniała okazja do sprawdzenia i poprawienia mojego jachtu. (...) Bernarda Mallaret znam od ponad dziesieciu lat i wiem, że zawsze marzył o regatach przez Atlantyk. Dla mnie to przyjemność pomóc mu zrealizować te marzenia. Poza tym to on szyje dla mnie żagle, więc to dobra okazja do pracy nad nimi w warunkach rzeczywistych”. Marc przypłynął w tym roku na drugim miejscu Around Alone, samotnych regat dookoła Ziemi.

 

Ellen McArtur, Yves Parlier, AQUITAINE INNOVATIONS Startowali już w tym roku razem w regatach Course de l'Europe i zajęli pierwsze miejsce. Obydwoje myślą o starcie w Vendée Globe – doświadczony żeglarz, zwycięzca wielu prestiżowych regat i bardzo obiecująca, młoda Angielka.
„Płynąć w tych regatach we dwójkę, to żyć z podwójną intensywnością dla tego samego celu, to doświadczenie, które pozostaje w tobie na zawsze. Dlaczego płynę z Ellen? To młoda, niezwykle utalentowana kobieta. Poza tym to ona zaproponowała, że popłynie ze mną na te regaty”.
„Myślałam o wolności, przygodzie, i oczywiście o ryzyku, które niosą za sobą starty w Mini Transat czy Vendée Globe. Zastanawiam się, jak udaje nam się osiągnąć wolność nie dzięki technologii, ale przez najmniej skomplikowane rzeczy w życiu, ludzkie istnienie. Nie wiem, jak mogłabym otworzyć oczy innym młodym ludziom, żeby oglądali to, co ja widzę, a czego oni nie są w stanie jeszcze zobaczyć. Jedyny sposób to realizować swoje marzenia”.

Trochę inaczej komentuje regaty Josh Hall: „Żeglowanie tak czy inaczej jest emocjonujące, ale nieustannie utrzymywać prędkość 12-15 węzłów to czyste szaleństwo”.

 
Trasa regat
 

Klasyfikacja końcowa

Jachty jednokadłubowe
1. SODEBO, SAUVRONS LA VIE, Thomas Coville/Hervé Jan
2. WHIRLPOOL/EUROPE 2, Catherine Chabaud/Luc Bartissol
3. TEAM GROUP 4, Mike Golding/Edward Danby
4. SILL ENTERPRISES, Roland Jourdain/Jean Le Cam
5. AQUITAINE INNOVATIONS, Yves Parlier/Ellen Mc Arthur
6. GARTMORE-FIRSTCALL, Josh Hall/Alex Thomson
7. PINDAR, Emma Richards/Miranda Merron
8. SPIRIT OF RACE, Franco Fineschi/Michael Fineschi

jachty wielokadłubowe
1. FUJICOLOR II, Loick Peyron/Franck Proffit
2. GROUPAMA, Franck Cammas/Steve Ravussin
3. FONCIA, Yvan/Laurent Bourgnon
4. BANQUE POPULAIRE, Lalou Roucayol/Jacques Caraes

 

Kawa i szpieg

Opowieść o wielkich rejsach przez Atlantyk związana jest trwale z handlem łączącym dwa kontynenty: Europę i Amerykę Południową. Kawę do portu Havre przywożono zza oceanu już na początku XVIII wieku. Jednak dopiero w XIX wieku właśnie ona staje się podstawowym ładunkiem statków kursujących na tej trasie. Brazylijskie plantacje kawy powstały dopiero po 1727 roku dzięki podstępowi pewnego Portugalczyka, porucznika Francisco de Mella Palheta. Wcześniej wyłączność na uprawę kawy posiadali Francuzi, którzy przywozili „czarne złoto” ze swojej kolonii w Gujanie. Francisco Palheta podczas oficjalnej wizyty w stolicy Gujany, Cayenne, wykradł sadzonki kawy i dostarczył je do Brazylii. Dokonał tego oczywiście przy pomocy kobiety (żony królewskiego przedstawiciela w Gujanie, pana de Guillonet). I w ten prosty sposób szpiegostwo przemysłowe stało się przyczyną przełamania francuskiego monopolu w Ameryce Łacińskiej. Kawę zaczęto z powodzeniem sadzić w Kolumbii i Wenezueli, regionach dorzecza Orinoko, a także w Brazylii. Od tego czasu ilość kawy dostarczanej do Europy stale wzrastała. Prawdziwy ruch zaczął się jednak dopiero wtedy, gdy w wyniku dziwnej zarazy giną w koloniach drzewa kakaowe. W rezultacie koloniści porzucają kulturę kakao dla kultury kawy. I tak już w 1732 roku do Hawru przewiezione zostaje 7 tysięcy (3500 kg) liwrów kawy, a w 1736 – 448 tysięcy liwrów (224 tys. kg). W 1728 roku w Hawrze wyładowano jedynie 80 liwrów ziaren kawowych (40 kg). A kiedy odeszła epoka trójmasztowców wożących kawę przez Atlantyk, przez Hawr dalej przechodziło 4/5 całego francuskiego importu tych ziaren. Dziś Jacques-Vabre to jeden z największych koncernów przemysłu kawowego we Francji.

 
Zaginął na oceanie - Jacques Vabre
Historia regat

 

Poprzednia

Następna

1999 Wszystkie prawa zastrzeżone